porada lutnicza 48hTomek: Od roku jestem prenumeratorem Waszego magazynu, pomogliście mi w temacie wyboru wzmacniacza gitarowego, dlatego raz jeszcze zwracam się z prośbą o pomoc we właściwej ocenie stanu rzeczy. Końcem 2013 roku zakupiłem nowiutkiego Gibsona ES 335 za ciężkie pieniądze – podstrunnica z palisandru. Praktycznie gram na niej tylko w domu, za wyjątkiem warsztatów gitarowych zeszłego lata. Ze względu na chroniczny brak czasu gitara ogrywana jest raz, dwa razy w tygodniu i to max przez godzinę – czyli naprawdę niewiele. Dbam i chucham na nią, łącznie z utrzymywaniem wilgotności ok 50% . Niestety przy zmianie strun zaniepokoiły mnie dwie rzeczy:

– od 16-tego progu w górę pojawiło się jakby pęknięcie, rozwarstwienie na podstrunnicy, jakby rozeschnięte drewno, a w innych częściach podstrunnicy pojedyncze jakby ubytki
– na bindingu w miejscach nabicia progów odkryłem pęknięcia

Zdjęcia w załączeniu. Teraz pytanie – czy to są normalne sprawy, czy mam się tym nie przejmować, czy też może to wada drewna, jego przesuszenia i teraz po roku z okładem to wychodzi. Ciężko będzie mi to reklamować, ponieważ gitarę zakupiłem na firmę i dostałem tylko rok gwarancji. Czy może to być konsekwencją jakiś moich błędów…

Wcześniej miałem Gitarę Epiphone i zupełnie się z nią nie cackałem – nie było żadnych takich problemów a grałem na niej dobrych 6 lat i znacznie znacznie częściej. Jestem mocno zaskoczony, że w gitarze za 12 tys. zł odkrywam coś takiego.

Czy ubytki można w jakiś sposób uzupełnić, zapobiec dalszym ewentualnym uszkodzeniom? Możecie mi jakoś pomóc? Polecić dobrego lutnika?

Jaroslaw OlejniczakWitam, problemy o których piszesz są niestety częstym mankamentem ostatnich czasów. Trafiają do mnie nawet droższe instrumenty od twojego, często customowe oczywiście najbardziej renomowanych firm. Czasami sam nie wierzę w to co widzę (!) Dawniej gdy zapłaciło się za gitarę dobrej firmy, to miało się komfort, satysfakcję i radochę z takiej gitary. One grają do dziś, a ich stan techniczny absolutnie nie wpływa na brzmienie. Dziś, niestety jest to poker. Symbolem dobrej jakości nie jest cena, a …szczęście, a najkrócej mówiąc fart. To na co trafisz. Pisałem już o tym na łamach „Top Guitar”. Zdarza się, że wybierając instrument spośród kilku wybierzesz ten najlepszy. Z czasem może się okazać, że dzieją się z nim różne dziwne rzeczy. W dzisiejszych czasach jest coraz większy problem z drewnem, chodzi o drewno dobrze sezonowane. Monopol się skurczył, a popyt na gitary nie gaśnie. Wiele firm zaopatruje się nie tylko w tanią silę roboczą, ale także w materiał gorszego gatunku. Częstokroć drewno takie posiada zbyt dużo wilgoci. Patent na to jest taki, że się je „odsysa” elektronicznie i przyśpiesza formę tzw „wyrezonowanego”. Jest to niestety poważny błąd w „sztuce” (!). Poza tym, aby zaoszczędzić na materiale nie sortuje się go na odpowiednie segmenty przydatności, np. gryf. Często nie zwraca się uwagi by materiał z, którego ma powstać gryf był z odpowiedniej części pnia, z nienagannym ułożeniem słojów drewna (quarter sawn).Taki pień wykorzystuje się w całości tnąc go na jak największą ilość do wykorzystania. Dlatego, nie to , że materiał często się nie nadaję to jeszcze odsysają go sztucznie zabierając naturalną wilgoć. Proces ten fatalnie wpływa na jakość drewna, a po naciągu strun (dodatkowe 50-70kg) materiał „wariuje”. Dostając dodatkowo drgań i wibracji często odkształca się, rozwarstwia, pęka i krzywi. Spotykałem się z przypadkami gdzie „mokry” korpus pokryto lakierem. Drewno „parzyło się” nie mogąc naturalnie schnąć. Powstawały bąble i przebarwienia. Nie twierdzę, że w twojej gitarze jest zły materiał, myślę, że Gibson stosuje od lat sprawdzone patenty, ale niestety mankamenty wychodzą. Podejrzewam, że gitary opuszczające fabrykę są w stanie dobrym (przecież są testowane, sprawdzane, selekcjonowane i oznaczane odp. symbolem jakości ?). Niestety, później ogrywając instrument, który zaczyna „pracować” nie wytrzymuje takiego „obciążenia”. Drewno się rozwarstwia, pęka bo najwyraźniej pracuje. Znajduje nową formę i ułożenie. Często nie ma siły i poddaje się. Dlatego należy pamiętać dodatkowo by nie trzymać w kufrach białych torebek tzw. odsysaczy wilgoci. Firmy stosują to przy transportach z innych kontynentów ( w kartonach, walizkach, futerałach z gitarami). W naszych warunkach jest to nie potrzebne. Z pękającym bindingiem jest podobnie. Przyczyny może być kilka. Pierwsza to, że po nabiciu progów lekko rozpycha binding powodując jego nadpęknięcie. Po nałożeniu lakieru zalewa się i wzmacnia. Po czasie jednak lakier paruje i jego powłoka robi się cieńsza. Przy dodatkowych wibracjach pojawiają się pęknięcia, których wcześniej nie było. Drugim powodem może być wpływ regulacją gryfu (prętem regulacyjnym). Gryfy zalane lakierem przed naciągiem strun są w innym położeniu (w lekkim łuku). Po wyschnięciu zachowują swoją formę. Z kolei po założeniu strun i dodatkowym regulacjom prętem prostują się i naciągają materiał. To też dodatkowy powód pękania. Dużo by o tym pisać. Niestety czasem sam jestem bezsilny na taki stan rzeczy. I trudno mi coś doradzić, co zrobić, jak wybrać instrument. Być może sam padłbym ofiarą po czasie wybierając odpowiednią gitarę dla siebie. Bo wkrótce okazało by się, że mam podobny problem do twojego?

Nie chciał bym przy okazji tego artykułu zabrzmieć „źle”, ale myślę, że powraca znów „era” lutników. Kiedyś byli na topie bo u nas w kraju nie było dobrych instrumentów (lata ’60, ’70, ’80). Każdy pragnął mieć coś przypominającego Gibsona, Fendera czy Ibaneza. Zamawiał u lutnika replikę i był szczęśliwy. Teraz w dobie złych materiałów, a co za tym idzie jakości ludzie powracają do instrumentów indywidualnych, tworzonych właśnie przez lutników. Coraz częściej można spotkać znanego muzyka z instrumentem ręcznie robionym. Ci co grają na „filmówkach” to gitary skrzętnie wykonywane w „Custom Shop’ach” – również ręcznie przez… „nadwornych” lutników.

Kończąc, odpowiem Ci, że można to zrobić i usunąć mankamenty w twojej gitarze. Ale tu chyba nie o to chodzi? Wydając 12 tys. zł na gitarę powinno się mieć „Asa” w rękawie, radość grania, a nie PROBLEM, który stresuje i zabiera dodatkową energię.

Pozdrawiam,
„Artimus”

DSC07568

DSC07572

DSC07575

DSC07579

DSC07583